Witam Was,dziś pojawi się już ostatni post na temat mojego pobytu w Londynie. Opowiem wam już o dwóch ostatnich dniach spędzonych na wyspie.No to zaczynajmy.
Więc drugi dzień pobytu w Londynie zaczął się tym ,że z samego rana mieliśmy w planach wjechać na London Eye. Na początku trochę się tego obawiałam ,ale jak zobaczyłam te widoki to byłam zachwycona. Wszystko wyglądało jeszcze lepiej niż z dołu.Można było zobaczyć wszystko. Co prawda pogoda nam trochę się popsuła, ale tylko na 2 godzin, bo potem znowu zawitało słońce i upał.
Potem spacerkiem przeszliśmy na zmianę warty.Mieliśmy świetne miejsca wszystko było widać co prawda liczyłam, że zobaczę Królowe Elżbietę jednak nie pojawiła się tym razem, chociaż poprzednia grupa miała szczęście i udało im się ją zobaczyć.Cała zmiana trwała może z 30 min.Jedyna rzecz która mi się nie podobało to to, że cały czas ulicą na której była parada jeździły samochody, wiec trochę to utrudniało.Na dole pokaże wam kilka zdjęć ze zmiany warty.
Następnie mieliśmy już bilety do Madame Teusse po drodze zahaczyliśmy o Baker Street.Ulicę, którą bardzo chciałam odwiedzić jednak nie zobaczyliśmy domu i słynnych drzwi Sherlocka Holmesa czego trochę żałuję, ale niestety zawsze są jakieś minusy obozu no ale cóż ,ale zobaczyłam pomnik, który jest zaraz przy muzeum figur woskowych nie było czasu na zrobienie sobie z nim zdjęcia, ale i tak się cieszę, że go widziałam.Co do muzeum figur woskowych ma ono ok. 3-4 pięter i 4 godziny to stanowczo za mało jako, że chciałam sobie zrobić zdjęcie z każdą osobą którą znam zabrakło nam trochę czasu na obejrzenie filmu w kinie 4D, ale jakoś bardzo mnie tam nie ciągnęło więc jakoś nad tą stratą nie ubolewałam.Co do figur uważam, że większość z nich jest naprawdę świetnie wykonana i z daleka można na prawdę pomyśleć, że to prawdziwa.Jednak jest spora część która nie jest podobna.W muzeum zapewnione są także inne atrakcje oprócz figur woskowych jest pokój strachu jednak ja do niego nie poszłam, bo nie jestem fanką takich rzeczy nie jest to na moje nerwy.Jednak z tego co słyszałam nawet osoby z mocnymi nerwami krzyczały.A rzeczą, która według mnie była niesamowita jest pokój w którym wsiadamy do taksówek i jedziemy w nich przez całą historię Anglii również wszystkie figury są wykonane z wosku, ale muzyka i efekty świetlne dają niesamowity efekt.Była to chyba jednak z rzeczy którą będę zawsze miała w pamięci nie licząc całego wyjazdu. Szkoda że u nas w Polsc jeszcze nikt czegoś takiego nie zrobił :( Na samym końcu jest dostępne w cenie biletu kino jednak nam nie starczyło na to czasu tym bardziej, że była duża kolejka. Znajdziecie tez przy wyjściu sklepik jednak tylko przez niego przeszłyśmy bo wiedziałyśmy ,że ceny będą kosmiczne..Po muzeum był shopping time czyli czas na który czekała chyba każda z dziewczyn i nie tylko. Większość udała się do Primarku ja również i tak jak sobie to wyobrażałam były straszne tłoki więc o przymierzalni nawet nie myślałam tym bardziej, że miałyśmy 2 godziny na Oxford Street, a z tyłu głowy miałam myśl żeby zdążyć kupić pamiątki.W primarku kupiłam trochę rzeczy i nawet znalazłam czas na pamiątki. Haul z moich zakupów na Oxford Street na pewno nie długo się pojawi.I tak się zakończył nasz 2 dzień pobytu w Londynie.
3 dzień był to dzień poświęcony muzeum. Szczerze to żadne z muzeów nie zaciekawiło mnie na tyle, żebym przeszła więcej niż 2 sale.W muzeum Historii Naturalnej zwiedziliśmy tylko trzęsienia ziemi i dinozaury potem poszliśmy na kawę jednak nie należała ona do najlepszych które piłam. Potem poszliśmy do muzeum Nauki jak poprzednie muzeum trochę mnie zainteresowało te w ogóle nie trafiło w mój gusty ,ale nie każdemu da się dogodzić.Więc z większością grupy te 3 godziny które mieliśmy spędzić na oglądaniu wystaw my spędziliśmy na korzystaniu z Wi-fi. Pomyślicie. że mogliśmy się udać na spacer czy do jakiegoś sklepu jednak tak nie było w pobliżu nie znaleźliśmy nic oprócz innych muzeów.
Gdy skończył się już czas muzeów udaliśmy się zobaczyć Tower Bridge.Zrobił ona na mnie wrażenie nie do opisania.Wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej jednak na żywo wyglądał o niebo lepiej niż się go ogląda w telewizji.Przeszliśmy nim jednak jak to w Londynie bywa nie obyło się bez tłumu turystów.Następnie, że cała grupa była już głodna udaliśmy się w poszukiwaniu czegoś do jedzenia i całą grupą poszliśmy do KFC.Potem było jeszcze 40 min na ostatnie pamiątki przed wyjazdem jednak my zrobiłyśmy to w ciągu 10 min i miałyśmy jeszcze 30 min na posiedzeniu nad Tamizą i pożegnaniu się z Londynem.Bo były to już nasze ostatnie chwile w tym cudownym miejscu.Nie wspomniałam jeszcze,że przez cały dzień jeździliśmy metrem londyńskim przez co trzeba było być cały czas uważnym, bo nie jest ono takie jak w Warszawie, że jest jedna linia tylko jest ich o wiele więcej.Gdy już wracaliśmy pogoda trochę się popsuła, ale nam już to nie przeszkadzało nawet się cieszyliśmy, bo lepiej będzie się jechało w chłodzie.O 19 wyruszyliśmy z powrotem do Polski. Droga minęła mi bardzo szybko ,gdyż większość jej przespałam. W Warszawie byłyśmy ok.21 następnego dnia. Tak zakończył się moja podróż do Anglii mam nadzieję ,że wam się podobało i trochę przybliżyłam wam Anglię. Obóz ten zapamiętam chyba na zawsze nie tylko przez te śliczne miasta jakie zwiedziłam, ale także za ludzi z którymi spędziłam te 9 dni.
Potem spacerkiem przeszliśmy na zmianę warty.Mieliśmy świetne miejsca wszystko było widać co prawda liczyłam, że zobaczę Królowe Elżbietę jednak nie pojawiła się tym razem, chociaż poprzednia grupa miała szczęście i udało im się ją zobaczyć.Cała zmiana trwała może z 30 min.Jedyna rzecz która mi się nie podobało to to, że cały czas ulicą na której była parada jeździły samochody, wiec trochę to utrudniało.Na dole pokaże wam kilka zdjęć ze zmiany warty.
Następnie mieliśmy już bilety do Madame Teusse po drodze zahaczyliśmy o Baker Street.Ulicę, którą bardzo chciałam odwiedzić jednak nie zobaczyliśmy domu i słynnych drzwi Sherlocka Holmesa czego trochę żałuję, ale niestety zawsze są jakieś minusy obozu no ale cóż ,ale zobaczyłam pomnik, który jest zaraz przy muzeum figur woskowych nie było czasu na zrobienie sobie z nim zdjęcia, ale i tak się cieszę, że go widziałam.Co do muzeum figur woskowych ma ono ok. 3-4 pięter i 4 godziny to stanowczo za mało jako, że chciałam sobie zrobić zdjęcie z każdą osobą którą znam zabrakło nam trochę czasu na obejrzenie filmu w kinie 4D, ale jakoś bardzo mnie tam nie ciągnęło więc jakoś nad tą stratą nie ubolewałam.Co do figur uważam, że większość z nich jest naprawdę świetnie wykonana i z daleka można na prawdę pomyśleć, że to prawdziwa.Jednak jest spora część która nie jest podobna.W muzeum zapewnione są także inne atrakcje oprócz figur woskowych jest pokój strachu jednak ja do niego nie poszłam, bo nie jestem fanką takich rzeczy nie jest to na moje nerwy.Jednak z tego co słyszałam nawet osoby z mocnymi nerwami krzyczały.A rzeczą, która według mnie była niesamowita jest pokój w którym wsiadamy do taksówek i jedziemy w nich przez całą historię Anglii również wszystkie figury są wykonane z wosku, ale muzyka i efekty świetlne dają niesamowity efekt.Była to chyba jednak z rzeczy którą będę zawsze miała w pamięci nie licząc całego wyjazdu. Szkoda że u nas w Polsc jeszcze nikt czegoś takiego nie zrobił :( Na samym końcu jest dostępne w cenie biletu kino jednak nam nie starczyło na to czasu tym bardziej, że była duża kolejka. Znajdziecie tez przy wyjściu sklepik jednak tylko przez niego przeszłyśmy bo wiedziałyśmy ,że ceny będą kosmiczne..Po muzeum był shopping time czyli czas na który czekała chyba każda z dziewczyn i nie tylko. Większość udała się do Primarku ja również i tak jak sobie to wyobrażałam były straszne tłoki więc o przymierzalni nawet nie myślałam tym bardziej, że miałyśmy 2 godziny na Oxford Street, a z tyłu głowy miałam myśl żeby zdążyć kupić pamiątki.W primarku kupiłam trochę rzeczy i nawet znalazłam czas na pamiątki. Haul z moich zakupów na Oxford Street na pewno nie długo się pojawi.I tak się zakończył nasz 2 dzień pobytu w Londynie.
3 dzień był to dzień poświęcony muzeum. Szczerze to żadne z muzeów nie zaciekawiło mnie na tyle, żebym przeszła więcej niż 2 sale.W muzeum Historii Naturalnej zwiedziliśmy tylko trzęsienia ziemi i dinozaury potem poszliśmy na kawę jednak nie należała ona do najlepszych które piłam. Potem poszliśmy do muzeum Nauki jak poprzednie muzeum trochę mnie zainteresowało te w ogóle nie trafiło w mój gusty ,ale nie każdemu da się dogodzić.Więc z większością grupy te 3 godziny które mieliśmy spędzić na oglądaniu wystaw my spędziliśmy na korzystaniu z Wi-fi. Pomyślicie. że mogliśmy się udać na spacer czy do jakiegoś sklepu jednak tak nie było w pobliżu nie znaleźliśmy nic oprócz innych muzeów.
Gdy skończył się już czas muzeów udaliśmy się zobaczyć Tower Bridge.Zrobił ona na mnie wrażenie nie do opisania.Wyobrażałam go sobie zupełnie inaczej jednak na żywo wyglądał o niebo lepiej niż się go ogląda w telewizji.Przeszliśmy nim jednak jak to w Londynie bywa nie obyło się bez tłumu turystów.Następnie, że cała grupa była już głodna udaliśmy się w poszukiwaniu czegoś do jedzenia i całą grupą poszliśmy do KFC.Potem było jeszcze 40 min na ostatnie pamiątki przed wyjazdem jednak my zrobiłyśmy to w ciągu 10 min i miałyśmy jeszcze 30 min na posiedzeniu nad Tamizą i pożegnaniu się z Londynem.Bo były to już nasze ostatnie chwile w tym cudownym miejscu.Nie wspomniałam jeszcze,że przez cały dzień jeździliśmy metrem londyńskim przez co trzeba było być cały czas uważnym, bo nie jest ono takie jak w Warszawie, że jest jedna linia tylko jest ich o wiele więcej.Gdy już wracaliśmy pogoda trochę się popsuła, ale nam już to nie przeszkadzało nawet się cieszyliśmy, bo lepiej będzie się jechało w chłodzie.O 19 wyruszyliśmy z powrotem do Polski. Droga minęła mi bardzo szybko ,gdyż większość jej przespałam. W Warszawie byłyśmy ok.21 następnego dnia. Tak zakończył się moja podróż do Anglii mam nadzieję ,że wam się podobało i trochę przybliżyłam wam Anglię. Obóz ten zapamiętam chyba na zawsze nie tylko przez te śliczne miasta jakie zwiedziłam, ale także za ludzi z którymi spędziłam te 9 dni.
Do zobaczenia jutro :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz